NOTATKI Z PRZESTRZENI

Agata Gabiś dla Notatek Z Pandemii

9.5.2020

Notatki z prze­strze­ni

Minimum. Mię­dzy­wo­jen­ne, nie­miec­kie minimum do miesz­ka­nia. Wtedy nowe, te­sto­wa­ne i sto­so­wa­ne do roz­wią­za­nia roz­licz­nych pro­ble­mów – urba­ni­stycz­nych, hi­gie­nicz­nych, spo­łecz­nych i po­li­tycz­nych też. Już pod koniec XIX wieku sy­tu­acja nie wygląda za cie­ka­wie: w śród­mie­ściu ścisk, w po­dwór­kach fa­brycz­ki i warsz­ta­ty, świe­że­go po­wie­trza nie uświad­czysz, zieleni też nie, do tego prze­mysł przy­spie­sza, wzrasta za­trud­nie­nie, ludność przy­by­wa do miasta, a miesz­kań brak. Wrocław to nie Wiedeń, ale tu także ro­bot­ni­cy po­tra­fią się zmo­bi­li­zo­wać i sprawić władzy kłopot, może więc dobrze byłoby ich roz­dzie­lić, dać zajęcie w czasie wolnym, własny ogródek, naj­le­piej z dala od centrum?

Ro­bot­ni­cze osiedla po­wsta­ną w polu, na dawnych ob­sza­rach za­le­wo­wych, w miej­scach po sadach i łąkach. Naj­więk­sze roz­ro­śnie się na wschod­nim skraju miasta, za wielkim par­kiem-la­sem, za te­re­na­mi spor­to­wy­mi i wy­sta­wo­wy­mi, za re­pre­zen­ta­cyj­ny­mi willami przy cichych ulicz­kach – na tanich, wiej­skich grun­tach, które w 1924 roku trafią w ad­mi­ni­stra­cyj­ne granice miasta. Nie będzie jednak ra­dy­kal­nie funk­cjo­na­li­stycz­nym osie­dlem tylko dla ro­bot­ni­ków, w ciągu dwóch dekad po­wsta­ną wie­lo­ro­dzin­ne bloki i sze­re­gów­ki oraz kilka domów jed­no­ro­dzin­nych, wszyst­kie pod­po­rząd­ko­wa­ne wa­chla­rzo­wi siatki ulic, zbie­ga­ją­cych się w kie­run­ku zie­lo­ne­go klina, spu­en­to­wa­ne­go fi­nal­nie ce­gla­ny­mi bryłami szkoły i ko­ścio­ła.

Używamy tego osiedla dłużej niż ci, dla których było bu­do­wa­ne. Ko­rzy­sta­my z za­pla­no­wa­nej i zre­ali­zo­wa­nej in­fra­struk­tu­ry: z linii tram­wa­jo­wej, z bu­dyn­ków (na przy­kład z ko­ścio­ła, który stał się kinem, a teraz znów jest ko­ścio­łem), z mi­ni­pa­sa­żu han­dlo­we­go, z chod­ni­ków i alejek (które za­sta­wi­li­śmy w całości sa­mo­cho­da­mi), z dwu- i trzy­po­ko­jo­wych miesz­kań (tych jest naj­wię­cej), ale przede wszyst­kim ko­rzy­sta­my z prze­strze­ni. Minimum to znaczy ogródek przy­pi­sa­ny do każdego miesz­ka­nia, czasem od frontu i zawsze na tyłach. Takie minimum tworzy zielony bufor między ko­lej­ny­mi ulicami i pie­rze­ja­mi domów, za­pew­nia pry­wat­ność, izoluje do hałasu, a w więk­szych kwar­ta­łach po­wsta­ją dzięki niemu duże, zielone wnętrza, nie­wi­docz­ne od strony ulicy.

W czasie ostat­nich tygodni życie osiedla prze­nio­sło się na tyły – chociaż nie są to prze­strze­nie za­mknię­te, a ich granice za­zna­czo­no raczej umownie murkiem, schod­ka­mi czy ła­god­nym zej­ściem w dół, to dają po­czu­cie bez­pie­czeń­stwa. Umoż­li­wia­ją też bycie na ze­wnątrz bez na­ra­ża­nia się na kon­tro­lę, gdy nie­opo­dal, po ulicy, powoli toczy się ra­dio­wóz – tutaj nie wjadą. Tutaj ktoś idzie na trzepak, ktoś wy­pro­wa­dza psa, ktoś nowym żwirem wy­sy­pu­je ścieżkę, ktoś przy­ci­na ze­schnię­te gałęzie roz­ro­śnię­te­go jesionu. Trwa po­wszech­ne pie­le­nie i na­sa­dza­nie, wiosna w pełni i swo­bod­niej­sze niż za­zwy­czaj są­siedz­kie rozmowy przez po­chy­lo­ne płoty.

To wciąż działa, po 100 latach. Więcej minimum!